ogolnie zycie mi sie przewrociło do góry nogami, obecnie nie mam szans na takie nicnierobienie jak jeszcze kilkanascie dni temu. dzien w ktorym powstala ostatnia notka byl ostatnim takim. dzialo sie duzo, zawiodłam sie ponownie na ludziach, poznałam sie na nowych (raczej odkryłam starych znajomych na nowo), zostałam wyrzucona z domu, zgubiłam i odnalazłam komórkę, zwaliła mi sie rodina z niemiec na głowe, sciełam włosy, wręcz 1/3 wygoliłam. moglabym opisywac te dni, jednak powstałaby nigdy nie kończąca sie notka. dlatego poprzestane na jednym, wczorajszym. standardowo wstałam, spoznilam sie na pociag i poszlam na autobus. wciagnełam ollosława do niego, nastepnie w głownym czekałysmy bardzo długo na tramwaj bo co jeden to sie psuł :( w koncu dojechałysmy, a w miedzyczasie zadzwoniła marta b. i zaciagneła nas jeszcze na kawe z mcdonalda! bezczelna. spoznilysmy sie na rysunek, znaczy ja i marta bo oczywiscie musialysmy zapalic, a dziewczyny grzeczne poszly bez nas. w każdym razie kawa i papierosy to dobra rzecz z rana! na rysunku wysiedziałysmy 3 godziny bo mnie i marte czekało bardzo powazne spotkanie przy piwie w mon balzac :> zeby nie było! po tym mialam isc na bakalie, ale rodzina mnie wychujała i musiałam wracac do domu, opiekowac sie babcia. tak siedziałam az matka wrocila z zajec, w tym czasie brzydłam, makijaz mi sie rozmazywał i przebrałam sie w dresy. hura. w koncu zasiadłam do komputera a po 20 dostałam wiadomosc od Igi czy wybieram sie na bakalie, swiecie przekonana ze pewnie juz jest u martyny, albo za 10 minut wychodzi (oraz zażenowana swoim stanem zewnętrznym) bez przekonania napisałam ze chciałam isc ale nie wiem. okazało sie ze Iga byla w przuszczu i za 40 minut mialysmy pociag. bez problemu dostałam pozwolenie (kłótnia ekspress!), przebierałam sie 3 razy a makijaz zmienialam jakies 2. w koncu gotowa byłam wraz z telefonem Igusza, która czekała juz pod blokiem, w pociagu siedziało przed nami wyjatkowo iryujace dziecko, które udawało wszystkie zwierzęta na świecie. pod lotem czekała na nas Martyna, a pod vespą dziewczyny. Przyszłysmy w dobrym momencie bo udało nam sie znaleść stolik. W środku najgłośniejsi byli ludzie z III i było jakoś mało bakaliowo. osobiście liczyłam na cos wiecej. Przy barze podrywał mnie jakis stary rockers, a dziewczyny byly dobrze oblukane przez jakis obcokrajowców w szoksach. Rozlane piwo + poprzypalane łapy zapadna w pamieci. Piwo było wyjatkowo niedobre i doskwierał wszystkim brak popielniczki, a kelnerzy co chwile zbierali nasza prowizoryczna popielniczke zrobiona z kolejnych pustych juz szklanek. w koncu zostalysmy same z Martyna i Iga i wyniosłysmy sie z vespy chociaz Martyna chciała być jedyna tańczącą lasią, zaraz po dj'ce która wykonywała dziwne ruchy. w pierwotnych planach miałysmy przenieść się do dolce, jednak tam byly jakies urodziny i pełno ludków, chciałysmy kogos podsiąśc ale zrezygnowałysmy. Przniosłysmy sie wiec do RedLighta i z tym łączy sie tytuł notki. Pierwsze kilka minut wydawało sie ze bedziemy musiały szukac nowego lokalu jednak, dorwałysmy ostatni wolny stolik, no i szybko poszłam do kolegi barmana po najlepsze drinki na swieciee :miłość: (jak na chwile obecna) z podwojna iloscia bitej smietany (co dziwnie sie potem skojazylo lukaszowi.) niestety musialysmy szybko uciekac, chociaz dostalysmy porpozycje imprezy po 2. zdazylysmy na n5 a Martyna niepewna musiala jeszcze czekac na n4, razem ze swoja nerka spadajaca jej z chudej dupy. bezpiecznie wszystkie wrocilysmy i było fajnusio. musimy to powtarzac czesciej!
+ bonusik, zdjecie z moich połowinek ktore byly miliard lat temu, autorstwa Martyny :*

na bakaliach pewnie spotkałaś mnóstwo moich znajomych i brata Kornelowego. a red lighta kocham i chcę tam z Tobą iść.
OdpowiedzUsuńno i musisz przyznać, że vespa jest piękna i designerska. mi się tam mega podoba. i pizza z bakłażanem i cukinią, mmmmmmmmm
no lepiej bym tego dnia nie opisała :*
OdpowiedzUsuń