nie mam pomyslu na tytul, bo mnie on nie bardzo grzeje. jak wszystko obecnie, jestem dalej pijana od wczoraj, a mam za 10 minut ruszac na wspaniała lekcje historii z jeszcze lepszą panią dyrektor. nie ogarniam co sie stało. znaczy nie. wiem co sie stało. wiem że potrafie skopac moment, alkohol za bardzo rozwiazuje mi jezyk i uwalnia te holerne łzy! a przeciez naprawde to nie jest dla mnie tak wazne. upieram sie bo lubie miec chociaz nadzieje, uczucie ze jest cos poza tym wszystkim, co mam na codzien. ale czym ja sie łudze, niczym słodka 12 latka czekająca na ksiecia. jak skonczona idiotka. przeciez wiedzialam doskonale na co sie decyduje. przeciez cos jest, chociaz nie koniecznie to co bym chciała. ale tego nie mam co oczekiwac. pękła bańka z pieknym wyobrazeniem o zyciu. pieknie sie dzieje. wolałam jak mialam te wszystkie watpliwosci schowane gdzies głeboko, głeboko w główce, niz otaczajace mnie wokol i krzyczace na mnie "ty kretynko". nie da sie ukryc, cudowny humor. a jutro studniowka.
a rece dalej trzesa mi sie od płaczu, chwieje sie od alkoholu i proboje zapomniec o wczorajszym dniu.
czwartek, 13 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz