powinnam napisac to wczoraj, ale nie mogłam zrozumiec co sie stało. dalej nie moge, totalna abstrakcja. absurdalne wydawały mi sie słowa ojca przes telefon. "Babcia nie żyje". jak to? przeciez bylam u niej wczoraj, przeciez bylo juz lepiej, glaskala mnie po dloni. juz mielismy sie pozbyc wszystkich maszyn ktore ja otaczaly. z drugiej strony, jak to mozliwe! przeciez nie pozegnalam sie z nia wczoraj, nie zdarzylam. nie mozliwe, nie moga mi tego zrobic. beztroskie wagary, moje lenistwo osiagalo szczyt, a ona biedna tam umierala. bezemnie. bez mojego pozegnania, bez trzymania za dłon. nawet nie rozpłakałam sie na te słowa. wsiadlam do pociagu, pojechałam do wrzeszcza, wsiadlam do autobusu i wyladowalam przed szpitalem w zaspie. duzy, stary budynek, a w nim ona taka z bialutkimi wlosami jakby spała. mama rozpłakana mnie przytuliła rozplakana, a ja jakby nieobecna otulalam ja ramieniem. nie wiem czy mam tyle siły by ja wspierac, a tego najbardziej teraz potrzebuje. w domu zrobilam sobie kawe, tak paskudna ze nie wiem, a i tak wypilam ja. stałam z papierosem w jednej dłoni, kawa w drugiej, przyciskajac ta pluszakowa owce ktora dostala odemnie na dzien dziecka. "bo teraz to ty Karolisiu jestes dorosła a ja jestem dzieckiem, musisz sie mna opiekowac" nie wiem co mam ze soba teraz zrobic. ten glupi tatuaz nawet! obiecalam sobie ze zrobie go jak jeszcze bedzie żyla, zeby nie bylo ze robi sie tatuaz na pamiatke.. i co? i moglam sobie obiecac, teraz juz za pozno. za pozno na niego, na pozegnanie ktore powinno miec miejsce w srode, za pozno na obiecana przejazdzke samochodem nad jezioro, za pozno na tyle rzeczy o ktorych rozmawialysmy.
nie potrafie tego zrozumiec, prosze obudzcie mnie i powiedzcie ze to tylko koszmar.
piątek, 18 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Kotuś.... ja wiem że jest ciężko... ja tą akcje zaliczyłam we wrześniu i do tego było totalnie niespodziewanie. Nie powiem Ci że bedzie lepiej, bo jeszcze przez długi czas nie będzie... ale życie toczy się dalej i nic nie poradzimy. :( trzymaj się :*
OdpowiedzUsuń