proboje zrobic cos, co jest nieosiagalne, codziennie powtarzam "od jutra" i wracam do tego co bylo wczoraj. sama sie sobie dziwie jak moge robic takie glupie rzeczy. moja babcia znowu jest w szpitalu i nie jest tak wesolo, choc sama mi powtarza ze bedzie dobrze, to dla jej dobra. gdyby odrazu miala dobrych lekarzy to nie musialaby tego przechodzic. nie byloby tego holernego zamieszania. tymczasem ona zajmuje lozko na 4 pietrze a juz we wtorek ja bede lezala pietro nizej. biedna mama. bedzie latala z gory w dol. jak o ironio, poltorej roku temu zajmowala lozko na 2 pietrze. niedlugo bedziemy wszedzie! jak wytrzymam do wtorku. siedze calymi dniami i sie zadreczam. jak to bedzie. zwlaszcza potem. bo na poczatku balam sie o wbijanie ogromnej igly w kregoslup, nie fajna zabawa. tymczasem po operacji bede zygala jak kot i mam nadzieje spedzic tam jak najmniej czasu. chce wrocic do domu i pojsc gdzies. jak najszybciej. dobrze by bylo gdyby udalo sie gdzies wyjsc jeszcze jak bedzie kasia, bo przylatuje na kilka dni. a jak nie to jak najszybciej musze spotkac sie z bronkiem moim kochanym i odkazic sie wodeczka. chcialabym zeby ten tydzien minal jak najszybciej.
no i julia dzisiaj o 18 wyjezdza sobie a ja juz tesknie. :(
sobota, 13 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz