czwartek, 18 czerwca 2009

nothing to lose when no one knows your name

mam dejavu. tylko czemu zawsze takich chwil. juz mam dosc tej wszechogarniającej mnie sztuczności. do której sama doprowadzam. uśmiecham sie na zawołanie, nie moge przeciez nic po sobie pokazać. wszystko jest ok.
za 10 godzin 21 minut i 32 sekundy bede miala spokoj. błogi spokoj. bite 2 i pół miesiąca nudy. i spania. odeśpie cały rok. i jak zawsze bede wmawiać sobie ze od wrzesnia zacznę wszystko od nowa. ta, akurat.
poza tym, chodze sobie na zakupy codziennie, musze sobie humor polepszyc w koncu jakos nie? a wczoraj mialam sytuacje wyjatkową bo musialam kupic cos na 18stke Dziuni :* która swoją drogą bardzo ale to bardzo fajna. mozecie mi pozazdrościć tanców przy rock'n'rollu i pysznego tortu zlizanego z szyji solenizantki! STO LAT :* w kazdym razie znalezienie sukienki zajeło mi jakieś.. 4 godziny. a potem nastepne 4 zeby cos do niej dobrac. ah te problemy nastolatki.
koncze bo sama nie nadążam za myślami.

1 komentarz: